środa, 30 października 2013

30.10. Wędrowiec odsłona 4





Wyrostek spojrzał na niego bystro, mrużąc przy tym delikatnie oczy, zupełnie jak Hadwiga gdy się nad czymś zastanawiała. A potem  nie czekając na ponaglenie rezolutnie przebił się przez tłum.  Stanął przed Opiekunem z widocznym niepokojem, choć starał się ze wszystkich sił ukryć strach, nie miał pojęcia dlaczego został wezwany. Czekał na to co się stanie zaciskając spocone dłonie w pięści.
-Jak ci na imię chłopcze?- Zapytał Wędrowiec pozornie beznamiętnym, chłodnym głosem, on też udawał kogoś innego niż był w rzeczywistości. Całe jego życie to dramat wystawiany w podrzędnym teatrze. Marna napuszona sztuka, napisana przez nawiedzonego grafomana. Nic, tylko wyjść i trzasnąć drzwiami.
-Hanek, panie.
Chłopak przykurczył ramiona, wciskając między nie głowę i pokłonił się nisko. W jego oczach nie było już strachu, tylko figlarne dobrze  znane przybyszowi chochliki.
-Dziwne imię. Chyba mocno zmieniła się moda, odkąd ostatnio tu byłem.
Tknięty nagłym przeczuciem zachłannie studiował twarz chłopaka, niczym zgłodniały tygrys przyglądający się swej zdobyczy. I już wiedział że nie ma takich zbiegów okoliczności, to co nie możliwe stało się ciałem.
-Tak na prawdę mam na imię Han. To taka tradycja w naszej rodzinie wszystkie dzieci dostają imiona na literę H. Mojej mamie podobało się Jan więc.. -Rezolutnie tłumaczył chłopak, ukradkiem zerkając na psy wąchające jego spodnie.
-Dobrze więc Janie przez H, zaopiekujesz się  koniem podczas mojego pobytu w mieście. –Zadecydował wcale nie, dlatego że była taka potrzeba, lecz by emocje nie wzięły nad nim góry.  Potrzebował chwili spokoju by wszystko sobie poukładać i zrozumieć, jakim to sposobem stoi przed nim Janek przez H.
-Dziękuje Panie.. taki zaszczyt, dziękuje. Nie zawiodę
Chłopak uśmiechnął się radośnie, prostując przygarbione plecy. Nie zapomniał też  rozejrzeć się i sprawdzić czy aby wszyscy widzieli jakie spotkało go wyróżnienie.
-Tylko pamiętaj, jeśli nie będziesz się o niego dobrze starał.... !!
W powietrzu zawisła niewypowiedziana groźba, nieprzyjemnie zapachniało magiczną mgłą. Miał świadomość, że mówi to zupełnie niepotrzebnie, ale jak już grać rolę to do końca.
-Zrobię wszystko jak należy!
W oczach chłopaka zalśnił żar prawdziwej obietnicy. Młodzieńcza wiara w  swoje umiejętności i coś znajomego, boleśnie raniącego Wędrowca. Nie chciał wracać do tragedii z przed lat, nie chciał już więcej cierpieć, nie powinien rozmawiać z tym chłopakiem.
        Wędrowca całkiem poważnie nurtowała kwestia czy aby przypadkiem ktoś nie próbuje wciągnąć go w pułapkę. Zawsze znajdzie się ktoś, komu zależy na spektakularnym upadku legendy. Młodzieniec byłby doskonałym wabikiem, te oczy mogłyby zwieść, oszukać Wędrowiec trochę się bał że zrobi coś absurdalnego, nieprzemyślanego. Poprawił kaptur,  skutecznie ukrywając twarz przed tłumem. Nie robił tego ze strachu, choć spotkanie z chłopakiem zaniepokoiło go trochę, chodziło mu raczej o to by światło pochodni nie odebrało mu ostatnich skrawków prywatności. Zawsze zostawiał sobie margines wolności, wystarczyło zdjąć pelerynę i stawał się zwykłym podróżnym nie wzbudzającym tylu emocji i oczekiwań.
Podał uzdę chłopakowi i ruszył przed siebie.
-Panie ale jak nas znajdziesz?- Krzyknął za nim zdziwiony chłopak.
Uśmiechnął się pod nosem, czekał na to pytanie. Lubił tak rozgrywać sprawy, to zawsze robiło duże wrażenie na ludziach. Praktycznie zero wysiłku a jaki efekt.
-Będę wiedział gdzie jesteście.- Odpowiedział nie zwalniając-, Gdy będę potrzebował konia lub ciebie, znajdę was. O to nie musisz się martwić.
        Zszokowani ludzie z niedowierzaniem kręcili głowami. Tylko złodziej o niezwykle sprawnych rękach bardziej niż cudami zainteresowany był sakiewkami zgromadzonych. Taka okazja do przeszukiwania kieszeni jak dziś może się mu już nigdy nie przytrafić.

3 komentarze:

  1. Jolu, wpadłam po uszy...dziękuję :-)Barbara

    OdpowiedzUsuń