niedziela, 31 maja 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 72 Bułka z prądem.



72 Bułka z prądem.




-Ty wiesz, że po mieście jeździła dziś wściekle pomarańczowa, wielka jak czołg puszka?- Spytała Leona wypakowując zakupy z reklamówki.
-No, co ty pokaż fotki- zainteresował się tematem.
Anka poczuła jak wielki głaz, który ugniatał jej żołądek od samego rana, błyskawicznie zmienił swe rozmiary, teraz zdecydowanie był mniejszy tak, o co najmniej dobrych kilka ton. Nie rozrywał już wnętrzności, nie ciągnął do ziemi, tylko nieprzyjemnie ciążył. To była wielka ulga. Nawet nie przypuszczała, że wystarczy kila niepozornych słów, by poczuła się lepiej. Klasyczne, męskie, rzeczowe podejście do sprawy było najlepszym lekarstwem na paranoję, która powoli zaczęła ją ogarniać.
-Nie mam- Nie przyznała się, że nie przyszło jej do głowy, by wyciągnąć komórkę i uwiecznić pomarańczową maszkarę na kółkach.
-Dlaczego?
-Jakoś tak nie było okazji- Poczuła się głupio, gdy w końcu miała okazję uwiecznić otaczające ją szaleństwo, zgłupiała i nie zrobiła nic. Sama sobie była winna, po co zaczynała temat.
-Acha- zainteresowanie Leona pomarańczową puszką wygasło niemal natychmiast, stwierdził, że jeśli Anka nie zadała sobie trudu uwiecznienia dziwadła to nie było, co roztrząsać sprawy. To znaczy istniała szansa, że żona podzieli się z nim jeszcze jakimiś sensacyjnymi wiadomościami, ale brak zafascynowania, czy podniecenia w jej oczach utwierdzał go w przekonaniu, że to już koniec tematu.
Moment od rozkruszenia skały w jej żołądku i odczucia ulgi do następnego ataku nie trwał zbyt długo. Irracjonalne poczucie zazdrości chwyciło Ankę za gardło niczym żelaznymi rozpalonymi do czerwoności cęgami. Ledwie mogła oddychać a oczy o mało nie wypadły jej z orbit. Musztarda w kostkach nie dawała jej spokoju.
-Słyszałeś kiedyś o musztardzie w kostkach?- Spytała na pozór obojętnie, walcząc z paniką i ograniczeniami ciała, które zachowywało się tak jakby właśnie przechodziła febrę.
-Straszne świństwo- Stwierdził krótko, nie zauważając tego, co się dzieje z żoną. Zbyt pochłonęło Leona oglądanie pomidorów, by zauważył, że twarz jego żony w sekundę stała się o wiele ciemniejsza niż warzywa, które trzymał w ręce a żyły na skroniach pulsują niebezpiecznie.
-Słucham?- To, co wyszło z jej ust bardziej przypominało syk niż ludzką mowę.
-Nie wiesz, jaką konsystencję ma zwykle musztarda? Ty wiesz ile chemii musieli tam dowalić, żeby trzymała się w kostkach? Czego to już nie wymyślą, by sprzedać zwykły chłam.
Anka milczała, niewidoczne kleszcze jeszcze przed chwila miażdżące jej gardło, rozluźniły uścisk a potem zupełnie nieoczekiwanie wyrwały kamień, który umościł się w żołądku. Poczuła się lekka jak piórko, pyłek, nie znała w tej chwili żadnych ograniczeń, zmęczone ciało przepełniała radość i szczęście. Nie zagubili się i nie zbłądzili, choć pokusa była tak blisko, wystarczyło wyciągnięcie ręki, na szczęście byli tak skupieni na sobie, że nie zainteresowały ich nieprzyzwoite zabawy na mieście.
-Ty wiesz jak ten kretyn Edek nazwał nowy projekt, który ma za zadanie ocieplić wizerunek firmy, nadać mu ludzką twarz?- Leon nieoczekiwanie zmienił temat.
Edek nie był Edkiem, tylko Wojtkiem, ale nikt nie zwracał się do niego po imieniu. Edka wkręcił do firmy ojciec polityk, po mieście chodziły nawet plotki, że zniżył się do szantażu i do nadużycia. Edek miał problem z alkoholem, miał dwadzieścia dwa lata i nie zwykł trzeźwieć, choć oczywiście czasami zdarzały się dni, że nie przesypiał dniówki w schowku na szczotki, gdzie wstawiono specjalnie dla niego starą kanapę. Z punktu widzenia firmy dni, kiedy był na chodzie, wcale nie były udanymi.  Na niczym się nie znał, ale przeszkadzało mu to wtykać wszędzie swoich pięciu groszy i pouczać pracowników, niektórych próbował nawet ustawiać po kątach, nie rozstając się przy tym z butelką wina, czy wódki w zależności od nastroju. Raz czy dwa obito mu facjatę, ale nic nie zrozumiał tej lekcji.
-Nie mam zielonego pojęcia, ale już się boję.
-Bułka z prądem.
-A, czego projekt dotyczy?- Jak na Edka nie było źle, fakt kojarzy się jednoznacznie, ale nie było inwektyw, przekleństw czy sprośności.
-Sponsorowania dożywiania trzech wiejskich szkół na terenach najbiedniejszych, tak ogólnie rzecz biorąc.

środa, 27 maja 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 71 Musztarda w kostkach.





71 Musztarda w kostkach.




-To jak jesteś taka mądra powiedz, co to jest, bo czym nie jest sama widzę, - po chwili zastanowienia Rysia dodała- chyba
-Skąd mam wiedzieć, reklama nowego produktu, badania socjologiczne? Może zwyczajnie kręcą film, na przykład zwariowaną komedię o kosmitach?- Skąd mogła wiedzieć, co oznacza ogromna, pomarańczowa puszka na cienkich kołach powoli sunąca główną ulicą w akompaniamencie potępieńczych dźwięków?.- O wiem, to może miejsce hotelowe byś mogła skonsumować w wyjątkowo romantycznych i nietypowych okolicznościach swój związek z Ryśkiem?- Nie potrafiła odmówić sobie tej małej złośliwości.
-Spadaj- Rysia wydęła wargi prawie tak wydatnie jak silikonowa gwiazda estrady. Trudno powiedzieć, która za dużo ostatnio na scenach amatorek plastiku.
-Wedle życzenia- Anka wykręciła piękny piruet na wcale nieucieszonym z takiego obrotu sprawy obcasie i ruszyła w stronę drzwi- Będziemy w kontakcie- rzuciła jeszcze w stronę siostry, jednocześnie spoglądając na zegarek.
Nie było jeszcze tak źle, zdąży zaparzyć sobie herbatę i włączyć komputer przed rozpoczęciem pracy. Wlewała wodę do czajnika, gdy do malutkiego pomieszczenia służącego za kuchnię i jadalnię w jednym, wpadła Elka z kadr. Mówią, że kobiety w pracy są wrogami, atakującymi z zaskoczenia plecy koleżanki, one jakby na przekór temu twierdzeniu zwyczajnie w świecie lubiły się. Mało tego, czasem nawet umawiały się na mieście na kawę i torcik czekoladowy, żeby spokojnie pogadać. Elka zawsze miała dobry humor i rozśmieszały ją sprawy, których normalnych ludzi doprowadzały do palpitacji serca czy na skraj depresji. Niemiłosiernie chuda, czemu zresztą trudno się dziwić, zawsze w biegu i nadmiarem energii. W malutkie ciało przez jakąś kosmiczną trudną do wytłumaczenia pomyłkę, wtłoczono wigoru na dwa, czy może nawet trzy ludzkie osobniki. Elka nie uznawała spódnic ani butów na obcasie. Nosiła sportowe spodnie najlepiej bojówki do tego trampki i białą bluzkę, ale tylko, dlatego, że ostrzeżono ją, że jeśli jeszcze raz przyjdzie do pracy w ponaciąganym, czy jakimkolwiek podkoszulku zostanie zwolniona.
-Mała wyglądasz tak, jakbyś była na imprezie z hasłem przewodnim: musztarda w kostkach- Stwierdziła już w drzwiach
-Eee?- Nie było to być może lotne pytanie, ale jedyne, na jakie potrafiła zdobyć się w tej chwili Anka.
-No, co ty, wiem, że masz przystojnego męża i gołąbki z was romantycznie na zabój w sobie zakochane i do tego nierozłączne, ale o świńskiej zabawie singli musiałaś słyszeć. –Elka wybuchła śmiechem tak głośnym, że Anka mało nie wypuściła w z ręki swojego ulubionego kubka.- Źle babo wyglądasz, przemęczona, zmielona, przewałkowana. Co ty robiłaś? Albo lepiej nie mów, bo mi żal będzie.
Pokiwała przecząco głową, nie miała zielonego pojęcia, o czym mówi Elka. Zabawa singli i do tego świńska? Co to miało wspólnego z musztardą w kostki? Zresztą musztarda nie mogła być w kostki no chyba, że na kostkach. Zupełnie wypadła z rynku, mało tego nigdy nawet na nim nie zaistniała. Elka była singlem, w sumie to nie do końca to określenie do niej pasowało, bo tak naprawdę nigdy nie była samotna, zmieniała partnerów częściej niż rękawiczki, Anka podejrzewała, że to wszystko, dlatego że żaden z mężczyzn nie potrafił dotrzymać jej kroku.
-Jak już znudzisz się mężem, to się zgłoś do doświadczonej koleżanki wtedy wprowadzę się w świat, jakiego nie znasz.- Zaproponowała Elka zalewając wrzątkiem kawę w kubku z misiem ściskającym serduszko.
-Nie możesz mi tak po prostu wyjaśnić?- Anka była tak skołowana i śpiąca, że w sumie ciekawość przegrywała ze zmęczeniem.
-O nie maleńka, to wiedza tylko dla wtajemniczonych, teoria jest ściśle powiązana z praktyką, inaczej się nie da.
-Tak a monstrualne pomarańczowe puszki jeżdżą po ulicach. Wiesz jednak sobie odpuszczę, wolę żyć w nieświadomości. – W sumie nie potrzebowała do szczęścia zboczonych zabaw na imprezach a czego, jak czego, ale atrakcji miała ostatnio po dziurki w nosie. Totalny przesyt adrenaliny
-I słusznie do ciebie bardziej pasuje rycerz na białym rumaku niż musztarda w kostkach.- Elka wybiegła z kubkiem zostawiając Ankę samą.

niedziela, 24 maja 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 70 Bojowy wóz talibów.



70 Bojowy wóz talibów. 


-Idiotka-parsknęła rozeźlona Rysia.
-Tak, idiotka do kwadratu- przytaknęła Anka a ze złości dym szedł jej uszami. Ryśka przekroczyła wszystkie możliwe tabu. To było zboczenie, które nie mieściło się Ance w głowie, to wbrew naturze. Nie, nigdy choćby od tego miał zależeć los świata, ona na takie zabawy się nie pisze! To było tak obrzydliwe, że brakowało jej słów. Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
-Ty jesteś idiotką.- Uściśliła Ryśka
-Ja? Ja? Ja?- Teraz już nie tylko dym szedł Ance uszami, do kompletu oczy zabłysły czerwienią, niczym najwścieklejszej z demonic. To przechodziło ludzkie pojęcie, najpierw Rysia okazała się zboczoną do kwadratu siostrą a teraz jeszcze ją wyzywa od idiotek. Szału można dostać.
-No a kto idiotko?- Rysia puknęła siostrę palcem w czoło- Pomyśl.
-To ja, ja ci się wyra pcham?- Zaczynała się poważnie zastanawiać, czy siostra nie zwariowała od nadmiaru wrażeń.
-Debilka, o Ryśku mówiłam.
-Acha- Z Anki spłynęło powietrze, poczuła się jak dmuchany pajacyk, któremu wyszarpano na czole dziurę zardzewiałym gwoździem.- Stanowczo potrzebuję snu, bardzo potrzebuję- Stwierdziła całkiem poważnie. Jak mogła zinterpretować słowa siostry w taki a nie inny sposób? Może to właśnie z nią już nie wszystko było w porządku? Może to ona postradała zmysły?
-Z tym się mogę zgodzić.
-Ale, dlaczego? Mówiłaś, że dasz sobie czas, że nic na siłę. Miałaś się z nim obchodzić jak kot z jeżem a teraz oświadczasz mi ot tak sobie, że musisz natychmiast skonsumować tę znajomość?!- Nie rozumiała, dlaczego siostra tak nagle zmieniła zdanie. To zupełnie nie było w jej stylu. Tyle lat nienawidziła a potem nie cierpiała Ryśka, nie chciała nawet o nim słyszeć a nagle nic innego nie zajmuje jej głowy jak tylko seks z nim? To wszystko było jakieś porąbane a Ryśka nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. To jakaś klątwa, urok albo nawet coś gorszego.
-Tak zaraz od razu może nie, na pewno nie na ulicy, poczekam do wieczora. Miałam sen. Z takich, których się nie bagatelizuje i wyszło na to, że jeśli nie dziś to może już nigdy. To ostatnia okazja a potem pozostanie mi tylko żal, będę go mieć do siebie do końca życia i nic więcej, tylko ten żal, nie Ryśka. Dziś w nocy sprzątnie mi go z przed nosa inna bez względu, czy on mnie kocha, czy nie. Muszę spędzić z nim tę noc, nie mam wyjścia.
-A o boczku też tam było? W tym twoim proroczym śnie i o łososiu?- Anka nie mogła się ot tak pogodzić się ze słowami siostry.
-Uczepiłaś się głupoty, ja mówię o sprawach fundamentalnych o przyszłości.
-A nie możesz go wziąć na nocne łowienie, na przykład na kuter?  Tylko wy dwoje, żadnych innych bab. To musi być od razu dwukwiat?
-Zważywszy na moją chorobę morską to byłoby niesamowicie romantycznie, normalnie do zerzygania. Zresztą widzisz gdzieś tutaj morze?
Anka nie zdążyła odpowiedzieć, bowiem jej uwagę przykuł najdziwniejszy pojazd, jaki widziała całym swoim w życiu. Ogromna puszka jak po pasztecie albo po paprykarzu szczecińskim, była tak wielka, że zajmowała cały pas jezdni, na dodatek pomalowana na wściekle pomarańczowy kolor. Cała konstrukcja osadzona była na kilkunastu kołach przypominających te od rowerów. Puszka wyglądała bardzo, ale to bardzo dziwnie, a dźwięki, które z siebie wydawała można było porównać do jęków dochodzących z najprawdziwszego diabelskiego kotła. Ance z przerażenia przeszły po plecach ciarki.
-Co to do cholery jest?- Zszokowana Rysia wytrzeszczyła oczy.
-Bojowy wóz talibów to to nie jest.- Palnęła bez zastanowienia Anka, bezskutecznie wypatrując w puszce okienka czy drzwiczek.
-Skąd wiesz, widziałaś?
-Nie, ale widzisz takie kółka na pustyni czy w górach?- Anka starała się dowieść prawdziwości swego stwierdzenia- W każdym razie ja bardzo potrzebuję snu mam już omamy i to piekielne.