środa, 25 lutego 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 45 Rada polityki pieniężnej.





45 Rada polityki pieniężnej


-Mąż a raczej samiec, którym niewątpliwie nadal jest, podejrzanie lubił moją rozbudowaną na klatce piersiowej tkankę tłuszczową. Uformowaną, jak widzicie krągło i zamaszyście, tak doskonale, jak nie potrafiłby tego zrobić żaden z chirurgów plastycznych. Niestety po roku okazało się, że pociąga go jajo i to na dodatek nie alecytalne. Pierdzielona pomyłka natury kochał mnie a zarazem i Zbyszka, tego swojego najlepszego przyjaciela z ogólniaka. Przez zupełny przypadek dowiedziałam się od oddanej przyjaciółki, że z wzajemnością. Łączyła ich namiętność równa wybuchowi wulkanu a żar między nimi był taki, że parzył przypadkowych gapiów. Lawina uniesienia została zaobserwowana i zarejestrowana w restauracji, gdzie podają krwiste befsztyki. Okazało się, że tak też można. Jedenaście pięter spadło mi wciągu jednej krótkiej minuty na głowę. Buch, buch, buch, i tak jedenaście razy krwawa miazga. Nie pytajcie, dlaczego sama nie zauważyłam, że dzieje się coś, co nie powinno mieć miejsca. Wyszłam za mąż z wielkiej miłości, co najmniej takiej dużej jak klatka słonia. Zawzięcie trwałam w niej niczym pijak w upojeniu alkoholowym. Szeptał mi czułe słówka, rozpieszczał, chciałam wierzyć, że jestem jedyna i wierzyłam w to bezkrytycznie, niczym pozbawiona rozumu szmaciana lalka. Czułam się jak pierdzielone centrum wszechświata, nie brałam pod uwagę innego biustu a tu okazało się, że czarną dziurą był Zbyszek. Przystojny, wymuskany Zbyszek na widok, którego mdleje z zachwytu większość bab. Mój mąż też stracił dla niego rozum tylko, dlaczego po ślubie?
Zamilkła, tym razem nikt się nie odezwał. Przestawiła krzesło metr na lewo, wyciągnęła z kieszeni spódnicy małą piersióweczkę, potrzymała ją w dłoni i po namyśle schowała z powrotem w kieszeni
-Nie wyszło im to wspólne życie w namiętności. Mój mąż, już nie mąż twierdzi, że to, dlatego że zbyt mnie kochał. Chciał wybaczenia i powrotu. Nie wyszłam jeszcze z depresji, leżałam na kanapie niczym warzywo zaśliniona i nieobecna. On gadał, płakał, prosił, przyrzekał tak twierdzi moja siostra, ale ja nie pamiętam ani słowa. Moje milczenie przyjął jak dobrą monetę i zaczął znosić walizki z samochodu. Siostra ruszyła na niego niczym rozjuszona turzyca, uzbrojona w ścierkę kuchenną i pokrywkę. Podobno ganiali się tak po całym domu i ogrodzie, ona malutka on wielki jak niedźwiedź. Ścierka górą, nie wprowadził się ani wtedy ani później. Zwycięstwo czerwono białego lnianego skrawka materiału było mi obojętne. Nie istniałam. Leżałam całymi dniami i płakałam, ale mnie nie było. Puste pudełko po lodach.
Wstała i ciągnąc za sobą krzesło zrobiła trzy kółeczka okrążając scenę.
-Ty -wskazała ręka przed siebie
-Ty- powtórzyła drugi raz – Nie wierzysz, że mówię prawdę. I słusznie, bo to nie seans psychoanalizy brak skórzanej kozetki. Nie jestem celebrytką, co za kilka groszy sprzeda każdy szczegół swego życia.
-Biustonosz pokazałaś- odezwał się ostatni rząd .
-Nowy, nie zdążyłam pochwalić się koleżance, ale co dobrze leży? Podobał się? – Pociągnęła podkoszulkę, ale już mniej żywiołowo niż na początku.
-Lubię czarną koronkę jest w niej tyle tajemniczości i obietnicy. Czarna koronka dodaje mi pewności siebie i pazura. Więc nie zadzieraj ze mną, gdy przywdziewam czarną koronkę, bo mogę rozbić cię na atomy zanim zapłacisz za kawę. Tylko nie licz, że gdzieś z tobą wyjdę, nie wystarczy z ciemności krzyknąć kilka słów. To nie ten rodzaj kobiet.
Położyła się na podłodze niczym na zielonej łące a pod głową ułożyła dłonie.
-Mnie się zdobywa na białym koniu z różą i wierszem w zębach. Zachłannie i nieustannie wielbiąc, całując ziemię gdzie postawię stopę. Dużo całowania noszę czterdziestkę.
Zerwała się gwałtownie i ryknęła na cały głos
A wy, co rada polityki pieniężnej? Liczycie rezerwy i zastanawiacie się czy warto było wydać te kilka groszy na sztukę?

niedziela, 22 lutego 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 44 Pantograf zmniejszył jej wszystko.




44 Pantograf zmniejszył jej wszystko.


Na scenę niepewnie wkroczyła płomiennoruda taka ani gruba ani chuda dziewczyna. Wlokła za sobą plastikowe, białe krzesło. Doczłapała, poprawiając, co i rusz pasiastą zbyt mocno namarszczoną i zbyt długą spódnicę, na środek sceny. Potem trzasnęła z impetem plastikowym krzesłem o deski podłogi, tak jakby miała zamiar roztrzaskać je na kawałki i wrzasnęła na całe gardło zachrypniętym, niskim głosem.
-Pantograf zmniejszył jej wszystko!!!- Głos miała taki jakby, co najmniej przez czterdzieści lat wypijała codziennie litr denaturatu a do tego wypalała jeszcze dwie paczki papierochów.
Przez pełną trzeba przyznać widownię przebiegł szmer, który równie dobrze mógł oznaczać zdziwienie jak i tłumienie śmiechu.
-Wiem, o czym myślicie!- Wrzasnęła oskarżająco i impetem usiadła na krzesło- o cyckach wy zawsze myślicie o cyckach. Cycki wypełniają wam kosmos, widzicie je nawet tam gdzie ich nie ma. Sprowadziliście nas żony, matki i kochanki do tkanki tłuszczowej wypełniającej bieliznę.
-Nie o alecytalnym jaju- Odkrzyknął jej mężczyzna z ostatniego rzędu widowni
-Tak?- Zerwała się z krzesła, splunęła a potem pociągnęła tak mocno zielony bawełniany podkoszulek, że wszyscy mogli obejrzeć jej czarny koronkowy biustonosz- Jesteś pewny, że nie myślałeś o cyckach? Uklękniesz i przysięgniesz na własna głowę, że przez twoje myśli nie przepłynęły ogromne małe czy średnie cycki?
Nikt nie odpowiedział, widocznie nawet ostatni rząd wystraszył się reakcji artystki.
-Jestem taka samotna nikt mnie nie rozumie- poskarżyła się wkładając ciemne okulary- utopiona w jądrze osamotnienia. Odrzucona, porzucona, stłamszona, zmięta i to tylko, dlatego że urodziłam się artystką.
-A jajko?
Anka miała wrażenie, że pytał ten sam mężczyzna, który przed chwilą zabierał głos, ale nie była tego całkowicie pewna. Prowokacja? Taki trik, że niby to spontaniczna reakcja z widowni a wszystko jest wyreżyserowane? Czy autentyczna improwizacja?
-Mówię o rzeczach ważnych a ty tylko o cyckach i jaju. Rozdzieram pazurami swą skórę żeby pokazać robaka, który pożera moje wnętrzności a ty.. No właśnie, co ty robisz?? – Walnęła się pięścią w klatkę piersiową aż zahuczało.- Zabijasz mnie po kawałku, bo zniewolono twój umysł, bo nienawidzisz rudych kobiet. Tak, płomień moich włosów prześladuje cię niczym płonące stosy czarownice.
Leon parsknął śmiechem
-Czarownica potrzebna od zaraz.
Anka ze zdziwieniem popatrzyła na męża, który za nic nie mógł opanować śmiechu.
-Myślisz, że otruję twoją żonę potokiem moich słów i krzywd tylko, dlatego że uważasz, że jestem niezrównoważona? Czy może żądasz jak wielu przed tobą numerów totolotka tak, żebyś mógł do woli zatracić się bezmyślnej konsumpcji?
-Wolę numery.
-Ja jestem jajem alecytalnym, komórką, która potrafi magazynować wartości odżywcze dla idei, dla myśli takiej wykraczającej poza przeciętność. Nie ma jednak we mnie tarota nie ma srebrników, za które kupisz nową tożsamość. Nie ma numerów telefonu ani kumulacji. Żółć mnie, co piątek zalewa, gdy widzę narzeczonego sublokatorki, ale brak żółtka, z którego może wyjść moja albo twoja chciwość.
-Dobra jest- stwierdził ktoś na widowni.
-Dobra, też coś – obruszyła się a jej głos wpadł w niebezpieczne wibracje- WYBITNA, tak się dopieszcza aktorkę. Jestem wybitna tak bardzo, że sąsiedzi udają, że nie istnieję, boją się rozbić czoła na przyczółku geniuszu. Mądra kobieta traktowana jest tak jak dwa numery za ciasne buty. Może mieć wiele walorów, ale i tak będzie wzbudzać tylko ból i złość. Zero zrozumienia. Czarownica utopiona w przedwiecznym jaju ta, która zna tajemnicę i kolor twoich oczu. Nie wierzysz?  Wy nigdy nie wierzycie. Miałam mieć męża, dziwne nie? Wiecie, jaką siłę ma puder? Może zabić. Tak w jednej sekundzie zabija miłość, przyszłość rozpierdziela skorupkę jajka z takim impetem, że pół kosmosu zamienia się w mielone mięso.

środa, 18 lutego 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 43 Przebacz mi Brunhildo.





43 Przebacz mi Brunhildo.

Czas był dla niego łaskawy, wyglądał młodo. Zbyt młodo, żeby to był on a jednak. Anka nie miała żadnych wątpliwości.
-Ty?- Spytała tylko Rysia
- Nie jestem uzbrojony, nie mam budyniu ani nawet lizaka- uśmiechnął się blado.
-A ja nie mam sukienki. –Nie miała, co prawda na sobie sukienki, ale biały garniturek jak najbardziej. Tyle tylko, że wyrosła już z wieku, w którym zniszczony ciuch równał się klęsce żywiołowej- Co tu robisz?
-Przypadek. Jak dla mnie całkiem szczęśliwy zbieg okoliczności. Mój młodszy brat kupił bilety, ale dziecko dosłownie przed godziną im się pochorowało, więc mnie uszczęśliwił. Nie miałem ochoty, ale widzę, że całkiem niesłusznie.
Anka nie wiedziała, że miał jakiegoś brata, ale musiała przyznać, że zbieg okoliczności był nieprawdopodobny, jak w kiepskim scenariuszu. Najbardziej zdziwiła ją reakcja siostry, nie wyczuła wrogości dystansu ani żadnych innych negatywnych uczuć. Dziwne. Błyskota z przed lat miała aż takie magiczne właściwości?
-Twoja żona nie lubi teatru?
Znała siostrę i czuła, że zadała to pytanie tylko z grzeczności a nie z ciekawości. Być może, dlatego że nie wiedziała, co powiedzieć żeby sytuacja nie stała się niezręczna.
-Nie wiem, ale jak będę mieć żonę, to na pewno będę wiedzieć, co lubi- Leon bezczelnie wyszczerzył zęby, już nie był biednym, zahukanym chłopczyną i to miało swój urok- a twój mąż?
-Ja doskonale wiem, co kręci mojego męża tylko, że aktualnie to już nie mój problem, zabieram zabawki i przenoszę się do innej piaskownicy.
-Musimy w takim razie koniecznie wybrać się na kawę i pogadać, najlepiej dziś.-Zaproponował patrząc jej prosto w oczy.
-Lubisz jak kobiety płaczą ci do rękawa, opowiadając o swoich byłych?- Spytała Rysia, ale bez kokieterii tak, jak się pyta przyjaciela, gdy proponuje ci pomoc.
-Nie. Tyle, że ty nie jesteś obcą kobietą. Mamy wspólną przeszłość. Nienawidziłaś mnie a to do czegoś zobowiązuje.
-Rysia to wy się dogadujcie a mu poczekamy w środku- Anka była ciekawa aż ją paliło za uszami, ale czuła, że powinna dać trochę przestrzeni siostrze, tu działo się coś, czego nie rozumiała- Cześć miło cię widzieć- Zwróciła się do Ryśka, który dopiero teraz łaskawie ją zauważył, ale nie miała pretensji.
Pociągnęła Leona za rękaw. Weszli do budynku
-Kto to??
-Rysiek
-Ten Rysiek? – Upewnił się Leon- ten mityczny?
-Nie tamten, no pomyśl trochę.
-Nie wierzę, jeśli to ten właściwy to powinien być blady, siwy a w oczach mieć prawdziwe szaleństwo i jęczeć z bólem w głosie: Przebacz mi Brunhildo- Wyszeptał a teatralny szept miał opanowany do perfekcji, wszyscy na sali doskonale usłyszeli, co miał do powiedzenia.
-Niby, dlaczego? –Nie zrozumiała, skąd mu się wzięła ta Brunhilda
-On ją kochał do szaleństwa już w przedszkolu, sama to mówiłaś. Tyle lat minęło a on dalej swoje. Masakra.
-Coś sugerujesz?  On Ryśce nic nie zrobił, nie porównuj wywalenia miseczki z budyniem na sukienkę do nieumyślnego morderstwa. Lekka przesada
-Ślepa jesteś? .- Oburzył się Leon. –Przecież ona dalej jest dla niego pępkiem świata. Kobiety niby wyczulone jesteście na niuanse a ślepe czasami jak krety.
Nawet się nie odgryzła, on miał rację. Rysiek jej nie zauważył, tak skupił się na Rysi i udawaniu, że wcale mu nie zależy.
-Przeznaczenie- westchnął Leon- i patrz to wszystko na jaju. Byle tylko nie wyłysiał, bo czuprynę na pierwsza klasa.
-Kto ma wyłysieć?- Spytała Rysia siadając koło siostry
-Bogusław –niechętnie odpowiedział Leon