niedziela, 29 marca 2015

O czym NIE myślę, kiedy myślę o bieganiu.

Sobotni ranek przywitałyśmy jak każdy inny dzień, czyli o 4:30. Z kubkiem kawy wróciłam do łóżka i książki, a zwierzyniec leniwie rozglądał się sprawdzając, czy nie dałoby się z moich krótkich chwil na rozruch wyeliminować książki, skutkiem czego pod lewą ręką miałam Gusię domagającą się pieszczot, a pod prawą pachą - psią łepetynę, która wtulona we mnie wykazywała objawy tego, że Sara zasypia na pół-stojąco.

Wyszłyśmy z domu niespełna godzinę później i powędrowałyśmy do parku, gdzie Sara została spuszczona ze smyczy (robimy tak od kilkunastu dni).

Szłyśmy doskonale znanymi ścieżkami. Sara szła niby przy mnie, ale a to pogoniła jakiegoś ptaka, a to zamiast asfaltem pobiegła rowem z przyjaznym błotkiem, a to postanowiła pogłębić znaleziony dołek. Słowem - sielanka. Wędrowałyśmy w okolicach Leśniczówki (to dla tych, którzy znają Park Śląski), gdy Sara zaszyła się w chaszczach. Odeszłam kawałek dalej, odwróciłam się i zaczęłam ją przywoływać. 

I nagle, w miejscu, w którym spodziewałam się zobaczyć psa z białą puchatą kitą, zobaczyłam duży brązowy kształt. I kolejny oraz kolejny... Moim oczom ukazał się widok wstrząsający - w moją stronę biegła - wcale nie najszybciej jak umie - Sara, a za nią truchcikiem posuwał się dzik. Zaczęłam uciekać, ale uświadomiłam sobie, że - nomen omen - świnia ze mnie, bo rzuciłam się do ucieczki nie czekając na psa. Zatrzymałam się, zobaczyłam uśmiechnięty pysk Sary oraz to, jak ogląda się przez "ramię" sprawdzając, czy dzik za nią biegnie.  

Zbliżałyśmy się do stawu, a mnie nurtowało jedno - czy gdy do niego wbiegniemy dzik wbiegnie za nami?

Dzik zrezygnował z pogoni, Sara przeszczęśliwa próbowała mnie pocałować, a ja uspokajając emocje pomyślałam, że spotkałyśmy już chyba wszystkie dzikie zwierzęta zamieszkujące park.

P. S. Po śniadaniu pojechałam na myjnię samochodową, a po drodze ktoś we mnie wjechał i złamał mi rękę,... Ale to już opowieść na zupełnie inną historię;-)

Jajko, tuńczyk, czekolada. 54 Przyjaźń.




54 Przyjaźń. 


********
-Kupiłbym prawdziwą księżniczkę z północnych krajów o włosach tak jasnych jak srebro i delikatnych jak jedwab. O wielkich, pięknych, błękitnych oczach, nie wspominając o krągłych apetycznych biodrach i biuście tak jędrnym, że można na nim stawiać kufel piwa. Może nawet dwie bym kupił a mam ciebie. Kosztowałaś mnie fortunę
Siedziała na podłodze. Nie, w sumie to nie na podłodze a na wielkiej płaskiej poduszce, krwisto czerwonej, wyszywanej miękką, złotą nicią. Mężczyzna stał do niej tyłem, był łysy a na czaszce miał wytatuowanego czerwonego ptaka z rozpostartymi skrzydłami o zakrzywionym dziobie i nienaturalnie wielkimi szponami. Tatuaż przerażał, to nie była tylko ozdoba, miała jak najgorsze przeczucia.
-To, dlaczego to zrobiłeś? –Spytała z niedowierzaniem, przypatrując się niezliczonej ilości wąskich, srebrnych bransoletek okalających jej ręce aż do łokcia. Nigdy nie miała takiej ilości biżuterii i nigdy też z własnej woli nie ubrałaby na siebie tylu ozdób. Więc co się stało? Gdzie ona jest, kim jest ten mężczyzna? Nie wiedziała, była zdezorientowana.
-Twój brat był kiedyś moim przyjacielem, zrobiłem to dla niego- Nie odwrócił się by na nią spojrzeć, nalał coś do kielicha, rozmieszał i wypił.
Nie miała brata. Nigdy. Miała siostrę Ankę szwagra Leona, ale brata nigdy. Miała nawet męża, który niedługo przestanie być jej mężem, ale tego mężczyzny nigdy wcześniej nie widziała na pewno zapamiętałaby taki tatuaż. To, co miała na sobie wyglądało trochę jak szyfonowy kwiaciasty szlafrok tyle, że nie posiadał rękawów. Zbyt odważnie wykrojony nie spodobał jej się zupełnie, czuła się niezręcznie. Nie miała nic przeciw dekoltom, ale to, co miała na sobie to była gruba przesada.
-Czy mogę się przebrać w coś bardziej odpowiedniego?
-Nie- odpowiedział krótko i nalał sobie z innej błękitnie lśniącej karafki do kielicha.
-Nie?- Zdziwiła się- Mówiłeś, że mój brat był twoim przyjacielem.
-Bo był.

Chyba go zirytowała, rzucił kielichem o ścianę.
-Masz swoistą definicję przyjaźni, więc może mnie oświecisz, co znaczy dla ciebie przyjaźń?- Zdenerwowana próbowała wstać a wtedy zorientowała się, że kostki jej nóg również przyozdobiono licznymi bransoletkami z tą jedną różnicą, że do tych przymocowano wiele malutkich dzwonków.
-Chcieli cię sprzedać na nierządnicę- syknął
-A ty, co chcesz zrobić?- Był groźny, czuła to każdym porem swej skóry. Powinna uciekać, ale gdzie i jak?- Jakie niespodzianki dla mnie przygotowałeś? – Rozglądała się za czymś, co mogłoby służyć za broń lub choćby do samoobrony, nie zamierzała poddać się bez walki. A wtedy on zaczął się bardzo woli obracać. Przez ułamek sekundy bała się, że mężczyzna w czarnej atłasowej koszuli będzie miał twarz Marka jej męża a jeszcze później, że to Rysiek. Było znacznie gorzej, siłą powstrzymała rodzący się w gardle krzyk a strach lodowatymi pazurami rozorał jej plecy. Pomimo, że się nie poruszyła, dzwoneczki na jej nogach rozdzwoniły się. Trzęsą mi się nogi, pomyślała przerażona. A on patrzył na nią swymi wielkimi jak u cielaka oczami tak czerwonymi jak poduszka, na której siedziała.
-Zapłaciłem, więc mogę zrobić z tobą, co zechcę. Jesteś moja niewolnicą.
-A mój brat?- Uczepiła się tego nieistniejącego brata jak ostatniej deski ratunku.
Mężczyzna uśmiechnął się brzydko i drapieżnie a potem podszedł do niej. Chciała się cofnąć uciec, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
-Zapomnij o bracie- szepnął jej do ucha. Pachniał winem, miętą i koniem. I jeszcze rozgrzaną na słońcu skórą i krwią uzmysłowiła sobie sparaliżowana strachem.

środa, 25 marca 2015

Jajko, tuńczyk, czekolada. 53 Psy




53 Psy


-Kręcisz. Znam cię, zastanawiasz się czy zbyt szybko nie odpuściłaś walki o swoje małżeństwo. Z natury jesteś zbyt poukładana, nie lubisz takiej totalnej rozpierduchy i gruzów. W takim razie dla jasności, powiem ci tak prosto z serca i tak podejrzanie długo wytrzymałaś z wariatami. Znasz swoją teściową i widziałaś, że w każdej dogodnej chwili przerabia syna na swoje podobieństwo. Nadzieja, że uda się coś zrobić, uratować, przywrócić do życia, zdechła. Dawno nie ma jej, zakopana dwadzieścia metrów pod ziemią. Nie ruszaj, teraz czas rozpocząć nowy rozdział. Jesteś w tej niedorzecznej sytuacji ofiarą, to ciebie skrzywdzono i nie możesz pozwolić by to dłużej trwało. Zresztą on się jasno określił, zaczyna nowe życie z nową kobietą jedyne, czego od ciebie chce to twojego domu. Przyznaję, przez te całe lata lubiłam twojego męża, był sensownym kolesiem, co on teraz ma rozdwojenie jaźni, czy co? Za głupi jest żeby wiedzieć, co jest naprawdę ważne w życiu? Miał diament i bezmyślnie wymienia go na szklane paciorki? Nawet na psychiatrę już za późno.
Rysia mocniej zacisnęła powieki, otworzyła usta, ale nic nie powiedziała, rozmyśliła się. Bo co tu było jeszcze do powiedzenia? Anka usłyszała, jak cicho otwierają się drzwi wejściowe. To oznaczało, że Leon nie zaszył się w jakieś dziurze i nie brał ich na przeczekanie. Usłyszała stukot pazurków Leeloo o kafelki. Wstała, Rysia nie otworzyła oczu i dalej nic nie mówiła. Nawet nie dogryzła Leonowi, może zamyślona nie zwróciła uwagi, że wrócił? Wyszła do kuchni, przypominając sobie przy okazji jak bardzo jest głodna.
-Wiesz, że ta małpa zaczepia wszystkie psy?- Spytał odczepiając smycz.
-Agresywna jest?- Tego się nie spodziewała jej mała kuleczka, śliczny przytulasek miałby być chuliganem? Zwykłym, niereformowalnym kudłatym bejsbolem?
Leeloo jakby wyczuwając, że Anka myśli o niej, podskoczyła, łapakami oparła się o jej kolana i popatrzyła swej pani prosto w oczy. W czekoladowych, psich oczach zamigotały na chwilkę wesołe iskierki, tak jakby mała wyczuła absurdalne myśli swej właścicielki. Ten szczeniak jawnie się z niej naśmiewał i nawet tego nie krył, stwierdziła zszokowana Anka.
-Nie żebym się czepiał, ale was moje panie już całkiem pokręciło. Wszędzie widzicie czary, zło albo agresję. Powiedziałem, że zaczepia psy a ty już ochoczo obstawiasz wyniki na walkach psów. Bawić się chciała nawet z wielkim, czarnym, co wygląda jak mop. Zagadywała cienkim głosem, wywaliła się na grzbiet, wdzięcznie majtając przy tym łapkami i wyobraź sobie ten flegmatyk nawet kilka razy podskoczył. Mało tego wielkim językiem, tak wielkim, no prawie jak krowi potraktował jej czuprynę.
-Głupio ci teraz? Te twoje teksty to maszyna, on pewnie jest na baterie, bo nie okazuje żadnych emocji. Ciesz się, że jak się już rozkręcił, nie ugryzł cię w tyłek żeby udowodnić, że na prawdę żyje i nawet może się zdenerwować.
-Mówiłem, ja o zabawie a ty znów o agresji.
Leeloo stwierdziła, że dość zaglądania pani w oczy. Nie, dlatego, że nie podobało jej się drapanie za uchem bardziej, dlatego, że zaciekawiło ją szeleszczenie reklamówki i skarby, które pan z niej wyciął.
-To szczeniak normalne, że chce się bawić.- Stwierdziła, myjąc ręce w lodowatej wodzie.
-Bo ty akurat znasz się na szczeniakach i wiesz, co jest normalne a co nie?- Odgryzł się zupełnie nie potrzebnie- Znaleźliśmy ją zaniedbaną na wycieraczce. Wyglądała jak sto nieszczęść wiesz, co ona już przeżyła? Ktoś ją skrzywdził, ale jak mocno możemy się tylko domyślać. To aż dziwne, że tyle w niej zaufania i radości. Nie boi się jest otwarta, dzielna, nasza mała dziewczynka.
-Wiesz w sumie to ważne, musimy chodzić z nią tam gdzie są inne psy, żeby nam nie zdziczała. Ma wyrosnąć na prawdziwą damę.
Wyszła z kuchni żeby spytać Rysię czy chce zapiekankę z pomidorem czy tylko z serem i ze zdziwieniem stwierdziła, że siostra śpi. W ostatniej chwili chwyciła Leeloo za obrożę, która chciała skorzystać z okazji i wylizać twarz śpiącej.