Chyba nie trzeba nic dodawać:-)
Blog zawiera prawdziwe historie psów północy adoptowanych ze schronisk, perypetie w tymczasowych oraz w docelowych domach, podręcznik Eskimosa oraz powieść fantasy w odcinkach.
poniedziałek, 7 września 2015
środa, 8 lipca 2015
Jajko, tuńczyk, czekolada.83. "Zapiekanka binarna na tablicy hashowanej z nadzieniem heksadecymalnym".
83. "Zapiekanka binarna na tablicy hashowanej z
nadzieniem heksadecymalnym".
Gdy wrócił do domu Anka była sama. Wystrojona w ten krótki,
jedwabny szlafroczek, który go tak strasznie kręcił. Jeśli miał jakieś plany na
ten wieczór, to natychmiast stały się nieaktualne. Należy im się ognista noc,
szalona i namiętna. Musiał tylko uzupełnić płyny a potem choćby się paliło i
waliło, istnieć będzie dla niego tylko żona. Otworzył lodówkę, by wyjąć z niej
swój ulubiony sok i zamarł. Dokumentnie go zamurowało. W lodówce siedział mały,
brzydki przykurcz w zielonym, lekko przybrudzonym pomidorem, meloniku.
Uśmiechał się szkaradnie i puszczał do Leona oko.
- Zapiekanka binarna na tablicy hashowanej z nadzieniem
heksadecymalnym?- Zaćwierkał słodko, niczym dziewczyna szukająca bogatego
sponsora.
Leon nie zareagował, bo nie był zdolny do ruchu a głos skutecznie
mu ugrzęzł w gardle. Myślał tylko o tym, że teraz będą musieli zdezynfekować
lodówkę, a może nawet kupić nową, bo ta szkarada w dziwacznych butach z jakiś
powodów wlazła do środka.
- Zapiekanka binarna na tablicy hashowanej z nadzieniem
heksadecymalnym?- Powtórzył przykurcz a słodycz jego głosu zabarwiły nuty
niecierpliwości.
-Ekologiczna?- Wybąkał pierwsze, co mu przyszło do głowy
-Pogięło cię, ja tu siedzę w lodówce, myślisz, że lubię jak
mi się zmarznięty na bryłę lodu tyłek przylepia do ściany? Dla przyjemności tu
siedzę? Nie mam nic lepszego do roboty tylko na jaśnie pana czekać?
-Anka, Pazura to nie jest, Grabowski zresztą też nie-
krzyknął w stronę sypialni, niech i ona pogłówkuje, o co w tym wszystkim
chodzi.
-Co?
-Wiele razy mówiłaś, że kiedyś nam wyskoczą z lodówki-
tłumaczył, nie spuszczając z oka dziwnego gościa w lodówce.
-Pokaz garnków jest? Jak nie ma, to nie oni, tylko kapusta.
Odpuść.
-Chciałbym, bardzo bym chciał, ale nie mogę.-Wymamrotał,
ten mały w cylindrze zaczął się niecierpliwić i zrobił taką minę, że Leon
zaczął się nerwowo rozglądać za nożem. Nie wiedział czy pokurcz jej
niebezpieczny i w ogóle nie kumał, o co chodzi z tą cholerną binarną
zapiekanką.
-No fakt Pazura to nie jest- Anka nawet nie była zdziwiona
obecnością dziwadła w ich lodówce.
-Też go widzisz, to dobrze, bo już się bałem, że mam omamy.
-Czy dobrze to ja nie wiem, bo nie wygląda na przyjaznego.
- Zapiekanka binarna na tablicy hashowanej z nadzieniem
heksadecymalnym? – Zapiszczał czerwony ze złości krasnal.
-Chyba mrożonka- Poprawiła odruchowo Anka.
-Że, co?- Popatrzył na Ankę tak, że miała wrażenie, że
farba za jej plecami od tego spojrzenia się łuszczy.
-W lodówce trzyma się mrożonki nie zapiekanki, nie wiesz o
tym? W piecu powinieneś siedzieć. – Nie miała zamiaru się bać. Nie po tym, co ich
ostatnio spotkało, nie zastraszy ich brzydki krasnal w meloniku, siedzący w ich
lodówce.– Tak po za tym nikt cię tu nie zapraszał, to wtargnięcie na teren
prywatny, a to jest karalne. I nie chcę wiedzieć, co za mrożonki chcesz nam tu
wcisnąć.
-Zapiekanki- poprawił Ankę, po czym odgryzł zakrętkę od
ketchupu. –Do pieca nie wejdę, a Zapiekanka binarna na tablicy hashowanej z
nadzieniem heksadecymalnym jest, osły dwa. Nic nie rozumiecie.
-To fakt- przyznał Leon, chciał rozwinąć myśl, ale za jego
plecami na poziomie kolan rozległ się wściekły warkot.
-Zabierzcie tego potwora- pisnął karzeł w lodówce, łapiąc
główkę kapusty, którą najwyraźniej zamierzał użyć, jako broń.
-Leeloo zostaw, bo cię jeszcze jakimś świństwem zarazi.
Łazi ludziom po lodówkach, to mógł złapać jakieś bakterie.
-Zabierzcie tego potwora, ja mam uczulenie na sierść!!!!
niedziela, 5 lipca 2015
Jajko, tuńczyk, czekolada. 82 Podhalan husky.
82 Podhalan husky.
|
-To w takim razie koniecznie muszę zawrzeć z nimi znajomość- Jedyne,
czego się bał Leon to tego, że się zakocha a potem po nocach będzie myślał
jak zdobyć pieniądze na takie dwukołowe cudo. Anka nie byłaby zachwycona taką
nową kosztowną fascynacją. Oj nie. No i teraz mieli psa, Leeloo w przyczepce
by woził?
-Masz rację stary, koniecznie musisz je poznać, może nawet dam ci się przytulić do jednej z nich.- Obiecał Jarek, szelmowsko się uśmiechając. -To, kiedy się umawiamy? Bo wiesz teraz to muszę psa wymęczyć- wskazał brodą kudłacza, który znudził się już obwąchiwaniem butów kumpla. Leeloo zaczęła się niecierpliwić, nie była zachwycona przedłużającą się pogawędką mężczyzn. Ona potrzebowała spaceru, roznosiła ją energia, postać to mogła sobie w domu. Próbowała pociągnąć Leona dalej, tam przed siebie gdzie było tysiące nowych zapachów, ale był zbyt ciężki. A smycz była zbyt krótka i mocna, by wyrwać się na wolność. -Jak wrócę to się odezwę. Muszę ruszać w świat, bo poluje na mnie Podhalan husky. Bestia strasznie zażarta.- Westchnął Jarek -Eee, co?- Nie zrozumiał Leon, przyglądając się przy okazji podejrzliwie Leeloo. Zastanawiając się, czy ten słodki piesek kiedyś też będzie polował na ludzi. Raczej, jeśli miałby wybór to wolałaby żeby została słodką przytulanką, pozbawioną agresji. -Dziecko chce ze mną mieć. Wyobrażasz to sobie? Nie, za nic w świecie sobie tego nie wyobrażał. Jak husky, nawet skundlony mógł chcieć, mieć dziecko z jego kumplem? To było takie zboczenie, że aż się źle robiło, nigdy, bo go o to nie podejrzewał. -On?- Spytał ostrożnie- Myślałem, że wolisz kobiety. -Fakt bestia ma najpiękniejsze niebieskie oczy na świecie, można zgłupieć zupełnie, no, ale żeby od razu marzyć o dziecku. Bo źle nam tak jak jest? Jak myślisz nadawałbym się na ojca?- Spytał nieoczekiwanie Jarek. -Szczeniaka?- Upewnił się Leon i jakoś, choć bardzo się starał nie mógł sobie wyobrazić skundlonej narzeczonej o błękitnych oczach. -Twojego? Nie dzięki, ona chce dziecko nie psa. Mówi, że zegar biologiczny tyka i że jest bezlitosny. -Ten husky ci tak mówi? Ale na trzeźwo czy po pijaku? Palisz coś? Nie wiem, co, ale to jest stanowczo za mocne. Jarek zaczął się śmiać, tak jak kiedyś, gdy byli jeszcze dziećmi. Od dawna nie wydawał z siebie takich dźwięków. Leon to wiedział, bo kiedyś kumpel przy piwie mu wyznał, że odkąd zaczęło się psuć w jego rodzinie, niczego nie czuł już prawdziwie. Nawet nienawiść była płytka i bezbarwna a śmiech brzmiał głucho i nieprawdziwie. Plastikowy, tandetny jarmark a nie prawdziwe życie. Teraz zaś Jarek stał na chodniku i wydawał z siebie dźwięki przypominające walkę o oddech, duszącej się kozy. Prawdziwy nieudawany śmiech tak z głębi serca, taki jak znał z dzieciństw Leon. -Co cię tak śmieszy? -No- Jarek wytarł z kącików oczu łzy- bo husky, dlatego, że te gały ma niczym dachy na Santorini – zawiesił się, by teraz dla odmiany kwiczeć jak prosiak. Leon nie miał mu tego za złe, nawet więcej czuł radość, że się chłopak odblokował, tyle, że nadal nie rozumiał, w czym rzecz. -A Podhalan? Z Zakopanego pochodzi? -Gdzie tam, najzwyklejsza Ślązaczka tyle, że zafascynowana sztuką góralską. Projektantka mody, ma teraz fazę etniczną. Jeszcze trochę a ja będę musiał zapylać po mieście w takich wełnianych wyszywanych białych galotkach i kierpcach. Może i do moich hiszpańskich dziewczyn będą pasować. -To mówisz, że nawet ty się w końcu ustatkujesz. Nie wiem, czemu ale poczułem się stary. -Na to wygląda, że przyszła kryska, ale jeszcze się bronię jeszcze chcę wyjść z twarzą. Że niby taki twardziel jestem. Wiesz nigdy nie poddawaj się bez walki. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)