czwartek, 14 sierpnia 2014

Spacer i co dalej...

Gdybym zapytała Was, co robicie podczas spaceru ze swoim psem, pewnie odpowiedzielibyście najprościej - "chodzimy". Być może niektórzy dodaliby - "biegamy".  Ale czy robicie coś jeszcze?

O czym mowa? O tym, jak wykorzystujemy czas, który spędzamy z psem. Owszem, co jakis czas zagaduję do Sary, zachęcam do pójścia wybraną przeze mnie ścieżką, czy po prostu głaszczę lekko i chwalę, gdy maszeruje dzielnie. A poza tym - ona poznaje świat wąchając pozostawione przez naturę sygnały, a ja? Słucham ptaków, popatruję na roślinki, rozglądam się za zającami, czy sarnami (wolałabym dojrzeć je wcześniej niż Sara, z powodów oczywistych), ale ileż można:-) Po dwóch tygodnia wędrowania poczułam się znudzona. A nie chciałabym być, bo mam wrażenie, że moje zniechęcenie wpływa na Sarę. I dlatego sięgnęłam po książki:-)

Długo nie mogłam przekonać się do literatury w wersji audio. Dopiero jakaś dolegliwość, która sprawiała, że bólu nie czułam jedynie spacerując, nauczyła mnie słuchania książek. Od tamtej pory mam zawsze przy sobie książkę w słuchawkach i nie znam nic lepszego na długie spacery niż taka forma łączenia przyjemnego z pożytecznym.

Dzień wypełniony pracą i innymi obowiązkami niewiele zostawia czasu na czytanie. Każdego dnia spaceruję z Sarą około 5 godzin. Książek słucham na tym pierwszym porannym i długim wieczornym spacerze. Licząc, że rozdział średnio trwa około 20 minut, podczas jednego spaceru jestem w stanie przesłuchać 6 rozdziałów. Czyli dziennie 12, a w tygodniu ponad 80. Jeśli rozdziały są krótsze możemy wysłuchać książki w kilka dni, nawet jeśli liczą sobie więcej rozdziałów. Przyznajcie z ręką na sercu - macie czas na przeczytanie jednej książki tygodniowo?

Skąd brać książki do słuchania? Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło audiobooki i ujrzymy wiele stron, na których można je kupić. Tym, którzy cenią klasykę, polecam Wolne Lektury. I oczywiście, warto zajrzeć do własnej biblioteki, teraz większość bibliotek gromadzi książki także na płytach (w niektórych miejscach znajdziecie także książki na kasetach).

Słuchanie wciąga - trzeba tylko pilnować, żeby mieć zapas, żeby nie zostać tak jak ja teraz - ze skończoną książką i bez kolejnej;-)

Zachęcam do czytania uszami podczas spacerów.

środa, 13 sierpnia 2014

13.08 Wędrowiec, przejście



A toś mi wytłumaczył. Normalnie od razu wszystko stało się jasne, nie będę już błądził w ciemnościach, ani w gęstej mgle po omacku. Od razu mi lżej na duszy- Zaczął zrzędzić.
-W wielkim skrócie. Na początku był nasz świat, ten właściwy, od którego wszystko się zaczęło. Wyglądał trochę inaczej niż ten tutaj, małe zasiedlone wysepki w chaosie czasu. To aktualnie obowiązują teoria. Fajnie było, ale wszystko, co fajne zbyt szybko się kończy. Więc, twój szalony i nieodpowiedzialny dziadek wyszedł ze swojego świata, który jest nadal moim światem, aby utworzyć bąbel tymczasowy. Taką drogę do prawdziwej, realnej ziemi. Obecna forma trwania życia jest tymczasowa. Trzeba się przebić do celu, który już okrzepł i oczekuje na zasiedlenie. Ot, cała historia.
-Ale, co to wszystko ma wspólnego ze mną?
       Tak niefortunnie machał lewą ręką, że zrzucił ze stołu talerz z ciastkiem, tym samym które wcześniej nałożył mu Numi. Lokaj przygotowany na każdą ewentualność, sprawnie ogarnął sytuację i po chwili nie pozostało nawet śladu po jego niezdarności.
-Jesteś opiekunem. Masz pod swoimi skrzydłami wiele istnień, musisz coś zrobić, masz do wykonania pracę. Nie uważasz, że jesteś im to najzwyczajniej winny?  Przewodnik, pasterz nazwij się jak chcesz. Wracając do tematu. Tak, to wszystko ma prawdziwy sens, twój powrót do domu zapoczątkuje proces przechodzenia. Jednak żeby czop pękł musisz opuścić wyspę. Wiem to okrutne, ale to tylko źle wygląda.Musisz uwierzyć koledze na słowo.
      I co on mógł powiedzieć, że się nie zgadza?  Niech radzą sobie sami a jemu dadzą spokój? Chciałby, ale niewiele by to dało, w końcu znajdą sposób by go zmanipulować. Tak jak to skutecznie robią od dawna.
-To się nie sprawdza. Już przecież raz ją opuściłem i nic, cała ta teoria jest warta jedynie kupy kłaków. Chyba, że z rozmysłem wprowadzasz mnie w błąd.
-Byłeś dzieckiem to się nie liczy. Myślisz, że czemu wymyślili tą hecę z Opiekunami? Wydarli cię z domu bardzo szybko, byś się nie zorientował w sytuacji, nie wyciągnął wniosków. Długo też dbali, byś się niczego nie dowiedział, no a poza tym liczą, że się jednak nie przedostaniesz na tamtą stronę, bo to wcale nie jest takie proste jakby się mogło wydawać.
       Czy on Numi, słoneczne oblicze wierzy w siły i umiejętności Wędrowca, czy traktuje tą całą awanturę tylko jak dobrą zabawę? Przerywnik w nieskończenie długim i monotonnym życiu? Nie wiedział.
-Oni, czyli kto?- Jak grać to do końca.
-Jedna urocza, wręcz ujmująca za serce pani, już ci się przedstawiła w malowniczych lochach. Co dobitnie dowodzi, że zaczyna im się palić grunt pod nogami. Tak naprawę to zdziwiła mnie ta decyzja o pokazówce. Nie wiem, co chcieli osiągnąć.
-Dlaczego nie podoba się im przejście do innego świata? – Nie ważne, kto krył się za tym ogólnym „oni”, a to, co chcieli osiągnąć. Może pomylił się w wyborze stron? Może przeprowadzka nie była wcale dobrym pomysłem i nie powinien na siłę pchać się do domu? Nie miał ochoty stawać w jednym szeregu z Herytką i jej podobnymi, to wpłynęło na jednostronny osąd sytuacji. Założył z góry, że są źli, bo byli, ale czy to koniecznie musiało znaczyć, że nie mieli racji?
-Wykombinowali sobie kiedyś przy grze w kości, że ludzi przerobią na niewolników, czas działa na ich korzyść. Nowy świat pozbawi nas bardzo wielu przyjemnych aspektów naszej egzystencji. Niestety nie pójdziemy z ludźmi ta droga powstanie tylko dla nich.
-I, co nie przeszkadza ci to?- Ci, co mają dużo tak łatwo nie rezygnują, jeśli nie muszą nawet z okruszka, a najbardziej boli utrata przywilejów, dlaczego więc Numi tak łatwo się godził ze zmianami?
-W sumie trochę, gdzie ja będę uciekał przed teściową?- Zarżał głupio- Ale słońce będzie i w tamtym świecie, musi, nie ma innej opcji. Czas młodzieńczego buntu dawno mam za sobą, wyszalałem się  gdy hormony były nie do opanowania, a dzieci trzymam krótko. Nie będę, co prawda mógł sobie robić takich wycieczek  takich jak ta, pozostanie mi tylko podglądanie. Księżyc cwaniak na tym lepiej wyjdzie. W nocy to ludzie mają nieszablonowe pomysły i fantazję. Trochę mu zazdroszczę – Zamilkł na chwilę, ale wiedzieli, że to jeszcze nie koniec jego wypowiedzi, trzeba było tylko poczekać, aż przepłucze gardło czerwonym winem.-Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie będą nas już kochać i czcić. To może być gorsze niż zapomnienie, ale to chyba da się jakoś przeżyć, przeboleć. Nie czarujmy się, będzie mi  tych modlitw pełnych prawdziwego uwielbienia i podziwu na początku brakować jak cholera, kilka wieków minie to się przyzwyczaję. Ja mam czas, ludzie nie.
       Przekonał go, to nie był tanie efektowny teatrzyk. Karem ukrył, co prawda wiele, ale to nie sfałszowało przekazu.
-Co z Werianami? Oni bardzo różnią się od innych. Tak naprawę bliżej im do starszych niż ludzi.                     Pomyślał znienacka o dziewczynie. Lilidia nie była tylko bezmyślnym gapiem, który znalazł się tu przypadkowo, miała do odegrania swoją rolę. Nie mógł wykorzystać jej przybycia i umiejętności a potem bezdusznie pozostawić na pastwę boskich graczy.
-Oni będą musieli tu zostać, to jest ich miejsce. Gdzie indziej nie mają szans na normalne życie tu, że tak powiem mają warunki cieplarniane. Nie daj się zwieść pozorom, to nie jest pierwsze przejście. Z moich obserwacji wynika, że im wyżej rozwinięta cywilizacja tym trudniejsze przetrwanie w nowym świecie. Z reguły na początku potrafią się zorganizować, stworzyć niepowtarzalne, wspaniałe budowle, kwitną jako społeczność a potem nagle znikają. Rozpływają się niczym poranne opary nad jeziorem. Nie potrafią z jakieś powodu przetrwać w nowych okolicznościach.
     Nie wiedział zupełnie nic na ten temat. Nikt wcześniej nawet się nawet nie zająknął o nowych światach, przejściach i zaginionych cywilizacjach, pozostało mu tylko uwierzyć, że tak jest istotnie.
-A ja?
-Z tobą sprawa łatwiejsza możesz wybrać. Bez względu, co wybierzesz i tak stracisz, masz przechlapane. No dobra dzieciaki lecę wsadzić łapki do ogniska, by podtrzymać ogień. Gdyby tak zgasł mi przypadkiem przez niedopatrzenie, to zupy by nie było, na czym ugotować dla całego tego towarzycha w moim domu. Przecież by się ta moja zagderała na śmierć, nawet nie wiecie jak potrafi człowiekowi uprzykrzyć życie, a wy ja tutaj czcicie jako łagodną boginię domowego ogniska, frajerzy. A ci wszyscy ludzie tu na dole, wiesz ile by mi czasu zajęło ustosunkowanie się do skarg? -Naładował sobie do ust szynki i zniknął.
-A ty, co taka rozanielona? -Przyczepił się do dziewczyny zazdrosny o wrażenie, jakie na niej wywarł Numi.
-No, bo..no, bo, a odczep się ode mnie człowieku- Warknęła na niego niczym rasowy malamut.
-Wrażliwa z ciebie kobieta jak widzę i kochliwa. Poradzisz sobie z tym sztylecikiem?
      Dał znać służbie, że mogą sprzątać ze stołu.
Nie dziwił go obojętny wyraz twarzy służących. Numi zawczasu się postarał, by nie wiedzieli, o czym mówi się przy stole, słyszeli tylko zwykły bełkot o bzdurach.  Na dodatek nie widzieli, kto naprawdę siedział dzisiaj wieczorem przy stole, nie rozpoznali woźnicy.
-Oczywiście, jestem kapłanką. Nie, dlatego że tatuś się za mną wstawił tylko, dlatego że przeszłam pomyślnie wszystkie próby i testy. Jest tylko jedno, ale..  -Popatrzyła na niego trochę spłoszona, tak patrzą posłańcy złych wiadomości.
-Aż się boję pytać. To, co tym razem dzieje się złego?  -Zbyt krótko trwała chwila spokoju jak na jego potrzeby. Myślał ze dostanie czas by złapać oddech, ale się pomylił.
-Cała ta sprawa z zaklęciami jest bardzo skomplikowana. Ja znam tylko połowę, nie wiem gdzie szukać brakującej części. - Spuściła głowę było jej wstyd, czuła się winna, że nie jest wstanie sama podołać zadaniu.
 Zupełnie nie rozumiał, dlaczego, stanowczo była zbyt ambitna.
-A ja chyba wiem. Znalazłem zgubę w dziwnych okolicznościach i to zupełnie niespodziewanie. Jeszcze chwilę temu nie wiedziałem, z czym mam do czynienia a teraz wiem, co to za cudo
Z czułością pomyślał o zwitku materiału, który wręczyła mu ślepa staruszka.
      Zawstydził się, zdał sobie sprawę, że nawet nie spytał o cenę. W jego głowie w ogóle nie powstała myśl o zapłacie. Przyjął tak cenny prezent bez zastanowienia, bez namysłu zupełnie tak jakby mu się należał. Źle się stało i nie będzie miał już możliwości naprawić swojego błędu. Te głupie nawyki uprzywilejowanego, zapatrzonego w siebie kolesia kiedyś go zgubią.
-Jesteś pewny? To nie będą zwykłe słowa. Moje czerpią moc z wiary, a tamte muszą mieć zupełnie inne źródło. Niestety nie wiem, jakie.
-Poczekaj, coś ci pokażę. Tylko pamiętaj łapki przy sobie, nawet wtedy gdy będzie korciło by pomacać, przetrącę bez wahania jeśli się zapomnisz. Nie wolno dotykać! -Wyciągnął z rękawa koszuli paczkę. Podejrzliwie przyglądała się jego ruchom, nie mogąc uwierzyć, że coś tak dużego mogło się tam zmieść. Sekrety zawodowe muszą pozostać tajemnicą, ona to doskonale rozumiała.
        Swoją drogą ta umiejętność wpychania wielkogabarytowych przedmiotów i to w nieograniczonej ilości wielokrotnie okazywała się przydatna. Nie raz wybawiała go z kłopotu i ułatwiała życie. Czego on ze sobą nie nosił.
-To cud nad cudy, ta materia żyje!
       Zachwycona nie zauważyła, że on bacznie jej się przygląda. Widział, że miała wielką tak skondensowaną że wręcz namacalną chęć pogładzić swymi długimi palcami materiał. Chciał by była nierozsądna, miałby pretekst by złapać jej rękę poczuć, że nie jest tylko zjawą. Widmem, które mieszało mu w głowie.
    Z niezadowoleniem stwierdził, że jeśli chodzi o niego to jej uroda robi na nim większe wrażenie niż materiał.
-Czy jest coś, co jeszcze powinienem wiedzieć? -Otrząsnął się, nie mógł sobie pozwolić na miłość. Nie teraz. Już raz pozwolił sobie na taki błąd, nigdy więcej.
-Wiem jeszcze, że klucz nie jest kluczem i nie wygląda jak klucz. Trzeba go szukać u ludzi, bo lgnie do ciepła naszych ciał.

-Wiedziałem, że jest zbyt łatwo, kiedyś musiały zacząć się schody. No cóż nic tu nie wymyślę. Czas udać się do króla załatwić do końca formalności by babcia miała wszystkie stosowne papiery w ręce, gdy przyjdzie mi ruszyć.

niedziela, 10 sierpnia 2014

10.08 Wędrowiec, księżycowy kamień


-Czasami należy się drobny bonusik od życia. Choćby za wytrwałość, ale nie zapominajmy, że o wszystkim musisz decydować sam. Nikt nie powie ci, co jest dobre a co złe. -Zawiesił głos by zaraz kontynuować-To jest mniej więcej tak, ktoś ci mówi zupełnie przypadkiem i niezobowiązująco że odbędzie się egzekucja. Masz wiele wyjść, możesz wzruszyć obojętnie ramionami, iść na dobrą kolację albo podrywać urodziwe, biuściaste panny. Możesz też iść, popatrzyć tak dla rozrywki i zabicia czasu jak się smaży bidulina na stosie, choć trudno mi to pojąc niektórzy naprawdę lubią takie widowiska. Mogłeś też uratować dziewczynę przed okrutną śmiercią, co zrobiłeś. Co więcej chciało ci się ukarać wysoko postawionego kretyna, który próbował  wysłużyć się fanatykami by zrobić jej krzywdę. Tak po prawdzie to ukarałeś nawet dwóch kretynów a to wyzwoliło reakcję łańcuchową. Opiekunka lwów i innych stworów uznała, że jesteś godzien by się do ciebie odezwać. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki spotkał cię zaszczyt. Na szczęście miałeś tyle rozumu by zadać odpowiednie pytanie.
-Mam wrażenie, że w spotkaniu z kobietą od lwów nie chodziło tylko o tkaninę, miałem z niego wynieść coś więcej nie tylko smak wyśmienitej czekolady. -Czekolada naprawdę była cudowna, gorąca, gęsta i tak aromatyczna, że na samą myśl usta miał pełne śliny. Dużo by dał by wypić jeszcze jedną filiżankę.
-Mądry chłopak, chyba w nagrodę dostaniesz jeszcze kawałeczek ciasta. -Sam skinął na lokaja, który bez pytania nałożył mu na talerzyk dwa kawałki ciasta.
-Podpowiesz, czy znowu wykręcisz się sianem?
-Przecież wiesz.-Wgryzł się w ciasto aż bita śmietana spłynęła mu po brodzie- No pomyśl, co się działo, wszystko ma znaczenie.
-Klucz, czy chodzi o klucz? -Już wtedy wyczuł, że to zgrzytnięcie w zamku przy przekręcaniu klucza było nietypowe i ten zapach morskiej bryzy niepasujący do niczego.
-W pewnym sensie. Miało ci to doświadczenie coś uzmysłowić, to ważne. Masz zjedz to dobrze robi na szare komórki.- I nie przejmując się konwenansami, sam nałożył Wędrowcowi ciasta na talerzyk.
-Klucz jest potrzebny żeby się dostać w pewne miejsce, to żadne przełomowe odkrycie. Klucz jak klucz, może i nie był normalny, ale za to jej mieszkanie było zbyt wielkie i zbyt piękne na tą skromną kamienicę. Tu mi się nic nie zgadza.
-No noooo i co z tego?
         Gdzieś tam w jego czaszce zachodziły nieprawdopodobnie szybkie procesy, dotknął czubka głowy żeby się upewnić, że nie dymi mu z głowy. Wyglądało na to, że wszystko jest w porządku, że głowa nie płonie.
-Przenieśliśmy się w inne miejsce, może nawet do innego świata.  Z tego morał taki, że gdzieś jest klucz, którego potrzebuję, chyba że robicie ze mnie głupka dla rozrywki. Niestety nie wiem gdzie szukać to jest frustrujące nie uważasz?
-No i??- Zachęcał Karem ochoczo kręcąc widelcem.
-Dupa i do tego blada. Ani klucza ani dziurki od klucza, nic. Tylko jedna czarna dziura. Jakie masz plany na wieczór? Nie mam, z kim się upić a do lustra trochę smutno.
-Ups wpadłeś na to sam, dzięki niech będą tej wspaniałej szynce. Myślałem, że będzie gorzej, to mamy do przodu. -Powiedział to całkiem ironicznie, po czym zabrał się z apatytem do rzeczonej szynki. Propozycję by wprowadzić się w stan upojenia alkoholowego w doborowym towarzystwie przyjął obojętnie, wręcz udał, że nie dosłyszał.
-Klucz ma otwierać drzwi to nawet logiczne, ale powiedz mi jak ma zasłonę otworzyć? To, co ja mam sobie dziurkę w materii wydłubać? Czym sobie zasłużyłem na takie piekielne intrygi?
         Zapachniało mocniej jaśminem, Lilidia pociągnęła nosem i zdezorientowana rozglądała się wokół, szukając źródła zapachu.
         Herytka przystanęła pod bramą i trwała w bezruchu, czuł tak wyraźnie jej obecność jak gdyby stała mu zaraz za plecami. Bezczelnie próbowała podsłuchiwać. Może się łudziła, że jeśli nie reagują to nie wiedzą o jej obecności?
-A to od tego to chyba jestem ja. -Lilidia pod wpływem niepasującego do pory i okoliczności zapachu, złapała kontakt z rzeczywistością.
W sumie to nie był do końca pewien czy się obudziła na wskutek zapachu a może bardziej przez zdrętwiałą nogę.
Mogła też bredzić miała bardzo głupi wyraz twarzy.
-Jak? Będziesz dłubać w nosie, patrząc z uwielbieniem w słońce? - Zapytał poirytowany a ona popatrzyła na niego z lekkim niesmakiem.
   Przesadził było mu głupio, znowu zachował się jak smarkacz nie potrafiący zapanować nad buzującymi hormonami. Jak zazdrosny, pryszczaty gamoń, który nie wie jak zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. To było naprawdę żałosne. I jeśli on to widział, to nawet nie chciał myśleć, co ona sobie o nim pomyślała.
-Przyniosłam tu z narażeniem życia księżycowy kamień. By wykuć z niego sztylet a ty mnie obrażasz. -Wydęła obrażona całkiem ładne usteczka.
-Przepraszam przesadziłem, zachowałem się jak smarkacz. -Przyznał niechętnie. -Co z tym kamieniem?
Przyznał się do błędu, choć nie przyszło mu to łatwo, jednak za nic w świecie niewyjawiłby, co nim tak naprawdę powodowało, nawet na torturach. Wszystko było takie pokręcone i zwariowane, lepiej by zrobił gdyby został w domu i leżąc na wygodnej kanapie myślał o niebieskich migdałach. Zmiany wychodziły mu już bokiem, jak gdyby tego było mało zaniedbywał własne psy.
-Zanim zaczniesz tłumaczyć o co chodzi w twojej wielkiej misji od razu zaznaczam, że mój brat nie załapał w któreś ze swych ulubionych spelun trądu czy innego świństwa by teraz  rozpadać się na kawałki. -Numi zarżał zadowolony ze swojego żartu. Po czym wcisnął sobie któryś z kolei kawał ciasta w usta.
-To jest metal, który spadł z nieba. Od bardzo dawna jest własnością naszego ludu. Czciliśmy go i obdarzaliśmy szacunkiem. Od kiedy znalazł się w naszym posiadaniu, opiekowała się nim czcigodna kapłanka. Nasze legendy mówią, że gdy słońce się uśmiechnie, trzeba przekuć go w sztylet. - Zadarła zabawnie nos, zwyczajem zadowolonych z siebie kobiet.
Oniemiał. To było jak uderzenie obuchem.
-I teraz mi to mówisz? Ziółek szukałaś tak?- Cenna informacja była w zasięgu ręki a ona nie pisnęła ani słowa, mógł potraktować to jak zdradę- Gdzie to masz?
-Tutaj -Zaczęła grzebać w fałdach spódnicy by po chwili wyciągnąć podłużny niekształtny kawałek metalu.
        Nie spytał jak udało jej się przeżyć napad, gwałt i przy tym uchronić księżycowy kamień. Miała swoje sposoby, najważniejsze, że skuteczne.
-To cudo ma mi pomóc? A nie pomyślałaś, że to zajęcie dla kowala nie dla ciebie? - Już ją widział jak wali młotem, tak, że iskry idą, to wszystko kijem na wodzie pisane. Na myśl, że teraz będzie musiał znaleźć odpowiedniego mistrza kowalskiego zrobiło mu się słabo. Znów będzie biegał po mieście jak obłąkany mając nadzieję, że i tym razem popchną go w odpowiednią stronę.
-A, po co kowal? Cała rzecz w tym, że trzeba znać odpowiednie zaklęcia i mieć właściwy ogień.    Znowu wgapiała się Numiego jak sroka w gnat, wyprowadzając go tym z równowagi.
-Dlaczego teraz mi to mówisz?
-Bałam się, że nie podołam zadaniu, że nie zdobędę świętego ognia. Nawet nie śmiałam marzyć, że spotkam Słońce.
-Numi nie chcę cię straszyć, ale chyba będziesz musiał się z nią ożenić, bo zgłupiała baba na twój widok zupełnie.
Postraszył olbrzyma, choć może bardziej siebie.
-O nie. Jedną żonę już mam, to mi w zupełności wystarczy. Mam w domu kobietę, która się ciągle czegoś czepia, wymaga, narzeka. Jedna wystarczy. Zresztą Lilidi przejdzie zachwyt i fascynacja, jest  w szoku, ale to chwilowy stan. Tak prawdę mówiąc to w ogóle nie sprawdzam się w roli lowelasa czy amanta. Za dużo z tym zachodu i komplikacji a rozwód nie wchodzi w rachubę.
-Lepiej byś się zajął czymś ważniejszym. -Dziewczyna poważnie się zastanawiała czy nie wykuć Wędrowcowi oczu trzymanym w ręce widelcem.
      Nie wystraszył się zbytnio, wiedział, że z natury jest pokojowo nastawiona a zresztą czy to nie on dziś zdzielił księżyc laską po głowie?
-To jak zamierzacie ten sztylecik sporządzić? – Wędrowiec wolał wrócić do tematu, jeszcze znajdzie czas by się powściekać, podroczyć czy gryźć z zazdrości. 
-Będę go trzymał na ręce to da odpowiednią temperaturę. Ona zaś będzie miała odjazd, pogada sobie potańczy, powymachuje rękami i po sprawie. Niezła impreza się szykuje.
-I, co to wszystko? I oto tyle zachodu? - Autentycznie się zdziwił, a jeszcze przed chwilą myślał, że już nic go nie zdziwi.
-Nie przesadzaj. Już bardzo dawno temu ktoś pomyślał o tym żeby Werianie poznali sekwencję zaklęć i całą otoczkę rytuału. Co więcej w jakiś sposób odpowiedni surowiec znalazł się w ich rękach. Uważasz, że to mało? Ty to masz wymagania, aż się boję myśleć, kto jest w stanie cię zadowolić. -Zarechotał zupełnie jak żaba.
-Jak długo trwa ta gra? I co w niej można ugrać?
         Niepojęte było, że ktoś przed tysiącem lat zaplanował wszystko, co się dziś działo. Nie mógł wyjść z podziwu. To była koronkowa robota.
-Tacy jak my to raczej tracą, taka jest kolej rzeczy.
       Przez chwilę kontury olbrzyma stały się niewyraźne jakby skrył się za chmurą.

Domyślił się, że to oznaka smutku.