piątek, 1 czerwca 2012

Leszczyna









Rozmawiałam z mężem przez telefon, własnym osobistym mężem zakontraktowanym na papierze dodam tak dla jasności. Moją uwagę przyciągają dziwne dźwięki z ogrodu. Nie żebym nie słuchała, co ma dopowiedzenia w pocie czoła pracujący na rodzinę mężczyzna, po prostu matki kwoki tak mają. To się podobno nazywa podzielność uwagi, może, nie będę się kłócić.
Z tarasu widzę, że Fela podskakuje tak jakby grunt pod jej łapami zmienił się w rozpaloną patelnię i wydaje dźwięki ze swojej uśmiechniętej paszczy. Normalka. Felka nawet jak siedzi to jej tylne nogi są w ruchu. Taki typ. Daję słowo sprawdzałam już w okolicach ogona czy nie ma tam zainstalowanego małego kluczyka, którym co noc nakręcają ją złośliwe pijane skrzaty. Nie znalazłam, ale to nie znaczy, że go tam nie ma. W głosie czarnej nie słyszę agresji ani złości to znaczy, że zachęca do zabawy zajechanego do granic możliwości Dodka. Ten, gdy ma już dość przewrotek po kręgosłupie, mamlania ucha tudzież ogona udaje sfinksa. Chłopina stara się nawet nie mrugać powieką. Twardziel. Fela na sfinksach się nie zna, młoda jest dużo przeszła, braki w edukacji wychodzą, więc nadal paca łapą zastygłego w bezruchu kolegę. Czasem jest mi żal mojego poczciwego pluszaka, który traktowany jest, jako połączenie gryzaka z materacem. Dodek z rzadka tylko podniesie wargę i rachitycznie tak trochę flegmatycznie warknie- spadaj mała. Równie dobrze mógłby tłumaczyć kosiarce do trawy, że jeśli się zaweźmie w sobie i zaprze to doleci na księżyc. Taki sam skutek tyle, że z kosiarką miałby jakąś szansę z Felką nie. Nie wiem czy o tym marzył w bezsenne noce a jeśli nawet nie to niech się do tego nie przyznaje młoda atrakcyjna laska dba o jego kondycję. Który mężczyzna o tym nie marzy, no, który? Słowo daję ta giętka i wytrwała osobista trenerka z pasją podchodzi do powierzonych jej zadań. To, że zadania wyznaczyła sobie sama nie ma już większego znaczenia. Liczy się serce i oddanie sprawie. W gruncie rzeczy to taka sprawiedliwość dziejowa, gdy nastał nam Dodek męczył naszą starą ukochaną dobermankę Herę. Najcudowniejszego najmądrzejszego psa pod słońcem, Co zresztą wyszło jej na dobre do końca wyglądała jak smarkula i nawet nie osiwiała mimo czternastu lat na karku. Pamiętajcie panie młody mężczyzna skuteczniej działa niż szereg operacji plastycznych! Byle nie był za młody, bo wtedy możecie drogie panie na długi czas wylądować w okratowanym sanatorium
Wracając do Feli to jej podrygi i hałasy odbywały się w cieniu leszczyny. I gdy tak nieświadoma dyktowałam mężowi listę zakupów niezbędnych nam do normalnej egzystencji stwierdziłam, że czarna coś podejrzanie zadziera łepetynę do góry. Dodek jest oczywiście przy niej ogromny, ale bez przesady nie zmienił się w ciągu kilku krótkich chwil w konia czy krowę. Tego nie mogłam zignorować postanowiłam sprawę zbadać, bo takie cuda to z biedronką, ale nie u nas. Sprawa była wielce podejrzana Fela sprężynuje a Dodek leży w bezpiecznej odległości pod jabłonką z pobłażliwie i wiele mówiącą miną – blondynka. Tak, bo blond to stan umysłu a nie kolor owłosienia. Dodek o tym wie ja zbyt często zapominam.
Coś czaiło się na leszczynie i nie był to jeszcze orzech, ani nawet zapowiedź orzecha. Fela bardzo lubi orzeszki tak bardzo, że przekonała moje dzieci, że chcą jej łupać i czerpią z tej czynności wiele przyjemności. W gąszczu zieleni coś się skryło i dla wygody przyjęłam, że to wiewiórka rezydentka przyszła oszacować wielkość tegorocznych zbiorów.
Moja wina powinnam bardziej wnikliwie zbadać sprawę. Tyle, że co ja mogłam? Skąd mogłam wiedzieć, że Fela pluszaczek i przytulas dziewczynka o czekoladowych oczach upoluje ptaka na drzewie? No skąd? Zbrodnia wyszła na jaw szybko, bo nie zdążyła panienka ukryć dowodów. Czarne pióra w ilości wręcz hurtowej były doskonale widoczne na zieleni świeżo skoszonej trawy.  Sponiewierany już porządnie kadłubek ptaka został polującej zabrany ku jej rozpaczy.
Trudno się z tym pogodzić, ale Fela to terminator i nic tego nie zmieni.

5 komentarzy:

  1. Blondynka, blondynką, ale głupia nie jest. Co to to nie. Co najwyżej nieroztropna i uparta i niepoprawnie optymistyczna sucz :)
    Fela na 100% musiała podsłuchać Waszą konwersację przez telefon o polowaniu (=zakupy) i najwidoczniej wielce głodna była, więc połączyła fakty że żarełko przybędzie z opóźnieneim, a jej kiszki marsza grają, no i postanowiła sobie coś na ząb zorganizować :):):)
    A Dodek nauczony doświadczeniem, wiedział, że żarełko i tak przyjedzie i tak, więc czekał cierpliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Agata Jankowska1 czerwca 2012 11:45

    Zuch dziewczynka!!! Chciala dolozyc cos gara, drob zorganizowala. A ze oddac nie chciala, no coz, w koncu Malamut, jak zabki dotarly do samego sedna, postanowienia stracily waznosc :-) Intencje byly dobre i godne pochwaly... Ten zwiazek Feli z Dodkiem bardzo mi przypomina nasze wlasne, vendziowo-hirkowe zachowania. Ona wariatka, on oaza spokoju. Swietny mix :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak pewnie słyszała że trzeba kupić marchewkę to postarała się o coś konkretnego do niej;) Agata odnoszę wrażenie że Vendi to stateczna dziewczynka przy Feli;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam u Siebie pierwszą w życiu tymczasowiczkę taką legalną :P pierwsza była wbrew woli rodziców i mieszkała z nami jeden dzień bo znalazła nowy dom w POZNANIU :)

    Suczka jest bardzo lękliwa i wychudzona a do tego ma jakieś dziwne ataki nie wiem jakby jej się krtań zapadała, dusi się a na końcu ma odruch wymiotny.. Czy to to o czym myślę? Znacie się na tym coś? Nie wyprowadzam jej na obroży lecz szelkach spacerowych ale ataki takie ma w nocy ... Dzisiaj kilka razy... i Rano jeden na spacerze

    OdpowiedzUsuń
  5. Natalia to może być spowodowane wieloma czynnikami ale myślę że nikt nie odważy się stawiać diagnozy tak na odległość ja nie widzę innej możliwości jak szybka wizyta u weterynarza. Trzymam kciuki żeby skończyło się tylko na strachu!

    OdpowiedzUsuń