niedziela, 2 listopada 2014

Jajko, tuńczyk, czekolada. 12. Rozszumiały się wierzby płaczące




12. Rozszumiały się wierzby płaczące 





I właśnie w momencie, gdy chciała mu opowiedzieć o tym, że fundacja poszukuje domów tymczasowych dla swoich podopiecznych, zadzwonił telefon. Jak zwykle nie w porę gdyby, to był jej, to odrzuciłaby połączenie, ale nie, jak na złość rozdzwonił się Leona.
Leon odebrał i natychmiast zbladł. Nic nie komentował tylko powtarzał jak katarynka -Jesteś pewny?- A na koniec dodał -zaraz będę.
To musiało być coś poważnego.
-Co się stało?- Wystraszyła się nie na żarty. Ostatnio w jej życiu działo się zbyt wiele dziwnych rzeczy. Nie była przygotowana na katastrofę czy prawdziwe nieszczęście. Z drugiej strony, kto jest?
-Właściwie to nie wiem- wpatrywał się w milczący telefon, jakby ten za chwilę miał mu wyjawić wielką tajemnicę.
-Jak to? – Czegoś tu nie rozumiała
-Młody miał wypadek, spadł z roweru i wylądował w szpitalu- Młody był przyrodnim bratem Leona i miał osiem lat.
-Matko, to coś poważnego?- Wstyd się przyznać, ale nie lubiła dzieciaka. Zawsze wyglądał, jakby mu włosy przylizała jęzorem krowa i uważał się za pępek świata, co nie przeszkadzało jej współczuć dzieciakowi.
-Nie, jemu nie, ale coś jest nie tak. Bardzo nie tak- Leon nie wiadomo, czemu nadal czekał na telefoniczne objawienie, ta dziwna rozmowa, którą przed chwilą odbył całkowicie wytrąciła go z równowagi.
- Rozszumiały się wierzby płaczące znowu narozrabiała?- Druga żona ojca Leona pozowała na poetkę, osobę niesłychanie uwrażliwioną, na artystyczną duszę. To pozowanie, marnie jej wychodziło, nikt nie dał się nabrać. Nie wiadomo, czemu upodobała sobie zwrot „rozszumiały się wierzby płaczące”. Potrafiła go wstawić w każdej nawet najkrótszej opowieści, bez względu czy opowiadała o szminkach czy o zdradzie koleżanki czy też o polityce, na której wcale się nie znała. Nawet, gdy powiadamiała towarzystwo o tym, że udaje się do toalety, towarzyszyły temu oświadczeniu „rozszumiały się wierzby płaczące”. W wyniku, czego w krótkim czasie nikt już nie mówił o niej inaczej niż Rozszumiały się wierzby płaczące.
-Ojciec mówił, że młody nie jest jego synem- Leon był w szoku. W końcu dla tej głupiej, wiecznie rozszumiałej flądry jego ojciec rozwalił życie kochającej się rodziny.
Anka nigdy nie mogła pojąć pobudek ojca Leona. On sam przepraszał, że na rozrabiał, ale nigdy się nie tłumaczył. Jeśli chodzi o nią to uważała, że zamienił rewelacyjną kobitkę taką do tańca i różańca na niezbyt rozgarniętego tłumoka. To było zupełnie bez sensu. Jak nazwać hodowcę, który najlepszego swojego ogiera takiego, którego zazdrości mu cały świat i którego bez wątpienia kocha, nagle z dnia na dzień zamienia na koślawą sparszywiałą szkapę? Chyba idiotą, a raczej na pewno. Ojciec Leona zrobił jeszcze gorszą wymianę. Nie trzeba mu się było szczególnie przyglądać, żeby widzieć, że się miota niczym zwierzę w potrzasku, że jest zwyczajnie nieszczęśliwy. A teraz, jeśli okaże się, że młody faktycznie nie jest jego synem to może być katastrofa.
-Ty to wiedziałaś, zawsze mówiłaś, że nie jest podobny ani do niej, ani do mojego ojca- Leon w końcu się otrząsnął
To prawda. Ojciec Leona był szatynem, a rozszumiały się wierzby płaczące wypłowiałą blondynką młody zaś miał włosy czarne jak węgiel i smagłą skórę.  Rozszumiały się wierzby płaczące utrzymywała, że młody to cały dziadek, ale Anka jakoś tego podobieństwa na fotkach nie widziała.
-Jadę z tobą- zadeklarowała wiedząc, że obydwaj będą potrzebować wsparcia. W końcu byli ze sobą na dobre i złe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz